|
Tango na 7/8, czyli w stronę multietniczności
Wywiad z Trio Taklamakan - 2.05.2009 r.
wersja do druku * artykuł w sieci
DN (Diana Niwisiewicz): To druga wizyta Zespołu w Brzegu, po raz pierwszy usłyszeliśmy Wasze tangowe aranżacje podczas zeszłorocznej Magii Tanga. Jakie wrażenia z drugiego spojrzenia?
A3 (Andrzej Trzeciak): Powiem tak: Zamek ten sam, koncert zupełnie inny – w zeszłym roku mieliśmy wrażenie, że graliśmy dla osób które wiedziały po co przyszły. Dziś była to typowa impreza masowa, bez miejsca dla refleksji muzycznych – ma być przyjemnie i „pod nogę” Nasze rytmy może niekoniecznie się wpasowały w klimat tej imprezy, ale było przyjemnie.
DN: Trio Taklamakan nie jest zespołem klasycznym, nie jest także kapelą folkową, a utwory, które gracie pochodzą z pogranicza muzyki klasycznej z muzyką taneczną. Podobno muzyka jest najczystszą ze sztuk ponieważ jest asemantyczna. Wobec tego jakie przesłanie niesiecie dziś dla mieszkańców Brzegu?
A3: Mówienie o przesłaniu jest w naszym przypadku pewną przesadą – my po prostu lubimy grać, to co gramy, a przy okazji chcemy się dobrze bawić. Gramy utwory, które nas cieszą i chcemy, aby one tak samo cieszyły innych, a reszta jest dorabianiem filozofii – niekiedy musimy powiedzieć coś o tej muzyce, aby słuchacze jakoś ją mogli wpisać w swój sposób widzenia i rozumienia świata, ale nie przywiązujemy specjalnej uwagi do „czystości gatunkowej” granej przez nas muzyki i nie interesują nas muzykologiczne analizy – mówi się zresztą o różnicy między muzykiem a muzykologiem, ale to osobny temat. Bardzo nam odpowiada folkowy rodzaj ekspresji, buzujący pozytywną energią i pozbawiony charakterystycznego dla muzyki klasycznej cyzelowania dźwięków, ale z drugiej strony każdy z nas przeznaczył 17 lat na naukę gry na instrumencie i dlatego nie interesują nas „puste przebiegi”, „odcinanie melodii z metra” i inne proste (żeby nie powiedzieć „prostackie”) rozwiązania muzyczne. W naszych opracowaniach i kompozycjach staramy się zamieniać nawet najprostsze melodie w swego rodzaju „muzyczne opowieści”, łącząc kilka – niekiedy bardzo różnorodnych – tematów w jeden utwór. Chcemy też pokazywać jak najwięcej możliwości naszych instrumentów, nie unikając elementów wirtuozowskich. Najważniejsza jednak jest dla nas radość płynąca ze wspólnego muzykowania i możliwość dzielenia się tą radością ze słuchaczami.
DN: "Folkowy nurt muzyki klasycznej" wskazuje na Wasze zainteresowanie antropologią kultury, dyfuzją kultur, ale też na interdyscyplinarność. Zapadająca w ucho nazwa Taklamakan pozwala się domyślać dużej oryginalności muzycznej. Dlaczego Zespół wybrał wędrówkę w tę niekomercyjną, a więc i niezbyt popularną muzycznie stronę?
A3: Zacznijmy od tego, że – mimo iż jesteśmy zawodowymi muzykami – granie nie jest dla nas jedynym źródłem dochodów. Dzięki temu nie musimy grać koncertów za wszelką cenę i – co za tym idzie – nie musimy na siłę wpasowywać się w nurty komercyjne. Zresztą podczas tej – jak Pani powiedziała – wędrówki w niezbyt popularną muzycznie stronę spotykamy ludzi o wiele bardziej interesujących niż ci, którzy płyną z głównym nurtem komercyjnej oferty.
Jeśli natomiast chodzi o nasze zainteresowania multikulturowe, to powiem tak: muzyka – jak wiadomo – składa się z trzech podstawowych elementów tzn. z rytmu, melodyki i harmonii, a my traktujemy te elementy jak klocki, które układamy w dowolny sposób – jeżeli np. melodia znanego tanga argentyńskiego układa nam się w bałkańskim rytmie 7/8, to gramy tango na 7/8. Oczywiście nie robimy nic na siłę i stosujemy takie kombinacje tylko wówczas, gdy ich efekt nas rajcuje i jednocześnie wydaje się całkowicie naturalny.
DN: Dziś na Zamku usłyszeliśmy wiele „tańców nieoczywistych”: rumuńskich, węgierskich żydowskich, argentyńskich. Z jakiego powodu wybór padł na taki właśnie zestaw, skąd zainteresowanie ową multietnicznością?
A3: Ciekaw jestem, czy muzyków grających bluesa, jazz albo reggae też Pani pyta, dlaczego grają to, co grają? Albo z jakiego powodu polscy artyści śpiewają włoskie opery, grają niemieckie czy austriackie symfonie i kwartety, tworzą układy choreograficzne do francuskiej czy rosyjskiej muzyki baletowej?? Mógłbym też odwrócić pytanie i prosić o wyjaśnienia, dlaczego przyszła Pani na nasz koncert, albo skąd Pani zainteresowanie tym, co mamy do powiedzenia na temat naszej muzyki. A z drugiej strony proszę spojrzeć np. na programy typu „You can dance”, czy „Taniec z gwiazdami” – czy ktoś tam musi się tłumaczyć, dlaczego tańczy sambę, tango, walca, one step itp., zamiast oberka, poloneza czy krakowiaka? Moim zdaniem cała kultura jest multietniczna, a ktoś, kto zaciska pięści i krzyczy „My!!” „Polska!!”, „Polacy!!” itp. jest po prostu śmieszny – czy widział ktoś kiedyś skina albo tzw. „wszechpolaka” śpiewającego pieśni z Kolberga, recytującego Słowackiego i tańczącego kujawiaka??
DN: Dlaczego Zespół szczególna estymą darzy twórczość Astora Piazzolli?
A3: O tym wspomniałem pod koniec koncertu – Piazzolla był człowiekiem miltikulturowym. Urodził się w Argentynie we włoskiej rodzinie. Wychowywał się w Nowym Jorku wśród Polaków, Rosjan, Żydów, Irlandczyków i innych nacji, w wielokulturowym środowisku. Był prześladowany przez tangueros i znie-nawidzony w Argentynie za to, co robił z tangiem, które doprawił żydowskimi rytmami i jazzową harmonią, wcisnął w klasyczną formę i jeszcze okrasił elementami włoskiego bel canta. W ten sposób stworzył tango nuevo i wprowadził je do wielkich sal koncertowych. Był niezwykle silną osobowością i nieźle porąbanym facetem. Sam przyznał, że gdyby nie został muzykiem, byłby gangsterem. Piazzolla, to człowiek z krwi i kości, niekiedy wkurzający, ale nie był nadmuchanym idolem. To człowiek, który – grając na tak niemożliwym do grania instrumencie jak bandoneon – zawojował świat. To diament, który ludzie nadal odkrywają, a krąg jego zwolenników cały czas się powiększa.
DN: Dokąd teraz prowadzą Wasze fascynacje muzyczne, czy wiążą się z tym plany dalszego rozwoju artystycznego, planujecie wydanie nowej płyty?
JR (Jan Romanowski): Nowa płyta jest w planach, jest już pierwszy numer, a dokąd zmierza, to się okaże. Teraz idziemy w inne brzmienia, mamy zakupiony nowy instrument i mamy zamiar pójść w muzykę bardziej autorską.
DN: W zeszłym roku zespół obchodził 10-lecie istnienia. Czego można życzyć Trio Taklamakan na kolejne 10 lat działalności artystycznej?
A3: To dziwne, jak bardzo przywiązujemy się do tzw. „okrągłych” liczb. A przecież np. 8 jest liczbą o wiele bardziej „okrągłą” niż 10, bo składa się z samych kółek. Jedynka jest fajna, ale zero to zero – ma nieciekawe konotacje, dlatego 11 podoba nam się bardziej (pierwszy utwór na drugą płytę będzie na 11/8). Jeszcze bardziej podoba nam się 111 – każdy z nas jest „numerem jeden”, a suma przeżytych przez nas lat to 111. Taki właśnie jubileusz będziemy obchodzić w czerwcu.
DN: A jaka właściwie jest różnica między muzykiem a muzykologiem.
Zespół: Mniej więcej taka, jak między kochankiem a ginekologiem.
DN: Dziękuję za rozmowę i zapraszamy na kolejne koncerty do Brzegu.
Zespół: Dziękujemy i jeśli tylko ktoś nas zaprosi, na pewno chętnie tu wrócimy.
rozmawiała Diana Niwisiewicz
wersja do druku * artykuł w sieci
inne teksty
kontakt
informacje dla organizatorów

|